Na początek może rezultaty mojej pracy z 10 i 12 bo paczuszka z wiosennej wymianki już dawno dotarła do Sarmatix, o czym świadczą zdjęcia, które pokazuje, gdyż pochodzą z jej bloga, bo ja zapomniałam sfotografować ptaszki i zakładkę...


Zaintrygował mnie ogromnie fakt posiadania własnej maszyny. Tylko co tu zrobić, gdy szyć się nie potrafi? Trzeba zacząć od czegoś łatwego :) i tak oto:
17 maja powstały chusteczniki

18 maja uszyłam etui na babskie gadżety



a 19 maja spod igły wyszedł lewek. Lewek dla małego Kubusia, który w odwiedziny do Rzeszowa ze swoją mamusią w końcu przyleciał. Lewek ten trochę barczysty dostał szybko imię Andrzejek ze względu na barczyste podobieństwo do znajomego babci Kubusia.



20 maja kolejny chustecznik powstał, tym razem z koronką, co by sobie życie nieco utrudnić a chustecznik przyozdobić no i się chyba udało :)

21 maja wykorzystałam wielką wodę, nie miałam czasu w ciągu dnia nic zrobić. Wieczorem wybraliśmy się zobaczyć jak wygląda sytuacja na Wisłoku i tym razem wzięłam ze sobą aparat. Nie wyglądało to już tak efektownie jak poprzedniego dnia, woda była jeszcze wyżej, podświetlenie mostu Zamkowego wyłączone, widok średnio napawający optymizmem - tam gdzie wcześniej był parking teraz płynie rzeka.

Jeszcze raz ogromnie Ci dziekuję za piekny zestaw w wymiance wiosennej u Duś :):):):)
OdpowiedzUsuńBardzo się z niego cieszę :)